sobota, 9 stycznia 2010

PARNASSUS - recenzja

 panie i panowie... niesamowite Imaginarium doktora Parnassusa.

choć wiem, że obiecywałem mniej recenzji, to nie mogę się powstrzymać.


choć od miesięcy jak dziecko wyczekiwałem na The Imaginarium of Doctor Parnassus (nie wspomnę o polskim tytule, sam w sobie jest spoilerem - co za żal, polscy tłumacze od paru lat failują coraz częściej i coraz bardziej epicko...), to do kina wybierałem się z niepokojem, może nawet i lekkim strachem. film ten zdecydowanie spolaryzował międzynarodową krytykę, choć z przewagą dla opinii niepochlebnych i zdecydowanie negatywnych. martwiło mnie to, parę razy po drodze do kina nawet bawiłem się myślą, by wrócić do domu. a jeśli ten film JEST słaby? nie chcę psuć sobie wyobrażenia o Gilliamie jako o genialnym twórcy, którego każdy film jest wielkim dziełem, co niektóre to arcydzieła - jedna wpadka zrujnowałaby całe to umiłowanie i ten podziw. ale na szczęście...

anonimowe, brytyjskie miasto. wieczór. z klubu nocnego wychodzi kilka osób, wszyscy nawaleni w trzy dupy. nagle przed nimi rozstawia się objazdowy cyrk żywcem wyjęty z czasów Królowej Wiktorii, nazywający siebie Imaginarium Doktora Parnassusa (ten kontrast współczesności z bajkową przeszłością jest w filmie bardzo silnym elementem). jeden z imprezowiczów siłą wbija się na scenę, po czym przechodzi przez "magiczne" lustro z błyszczącej folii - i już znajduje się w fantastycznym świecie wyobraźni (jakkolwiek wypaczonej przez alkohol)...
choć wydaje się to sztuczką, tak nie jest - doktor Parnassus (Christopher Plummer) jest nieśmiertelnym mnichem, zdolnym wprowadzić człowieka w świat wykreowany przez jego marzenia i pragnienia. jego nieśmiertelność okupiona jest jednak układem, zawartym z samym Szatanem (genialny Tom Waits), który co i rusz proponuje Parnassusowi coraz to nowe zakłady. a życie trupy doktora Parnassusa - młodego iluzjonisty Antona, karła Percy'ego i córki Parnassusa, nieletniej jeszcze Valentiny - może nie zmienia się, ale na pewno ubarwia się, gdy znajdują wiszącego na sznurze pod mostem bezimiennego człowieka w białym garniturze (ostatnia i jedna z lepszych ról - mówiącego z brytyjskim akcentem! - Heatha Ledgera), w dodatku obarczonego amnezją, który po pewnym czasie dołącza do trupy. po pewnym czasie między nim a Valentiną rozkwita piękne i jakże zajebiście romantyczne uczucie...

co i jak się w historii życia bohaterów dzieje dowiadujemy się stopniowo, co początkowo daje spore uczucie zagubienia w fabule. na szczęście z każdą sceną wiemy, rozumiemy i chłoniemy coraz to więcej, a przy końcowych minutach już pozostaje nam tylko być fragmentem widowiska, rozbuchanego i niesamowicie magicznego. widać, że ten film miał pomysł, a wyobraźnia reżysera jeszcze go nie zawodzi - świat wyobraźni w tytułowym Imaginarium doktora Parnassusa to wizualne majstersztyki, czarujące pięknem i szkaradnością odrzucające jednocześnie - tak niesamowicie fantastyczne, że zapierają dech. w technologii 3D ten film mnóstwo by zyskał na warstwie technicznej, choć odciągałoby to może widzów od zawiłej nieco fabuły, więc chyba dobrze jest jak jest.
w sferze fabularnej Gilliam świadomie operuje kliszami, ocierając się co i rusz o banał i kicz - ten film sam w sobie jest objazdowym cyrkiem, świecącym się jaskrawo i migoczącym, ale i mistycznym, niejasnym, dziwnym. słowem - pokaz dziwadeł. ale dzięki temu scenariusz mimo wszystko nie jest schematyczny - jest za to wyjątkowo interesującą, zgrabną opowieścią, która nam się nie nudzi i nie tonie w bagnie współczesnego, zgranego pisarstwa.
ważną kwestią pozostającą nam już na koniec jest śmierć Ledgera w trakcie kręcenia i rozwiązanie tego problemu - jednak zapewniam was, umiejscowienie panów Johnny'ego Deppa, Jude'a Lawa i Colina Farrella w filmie wcale nie wydaje się sztuczne i ma sens. możecie spać spokojnie.
po seansie wyszedłem z kina ze szczęką na podłodze. film oferuje niesamowite 2 godziny magii, którą trudno zapomnieć. nadal jestem oczarowany i nie mogę wyjść z podziwu. Gilliamowi znowu się udało.

ocena końcowa
 

2 (komentarze):

Dorota pisze...

Ten film jest przeboski, pokochałam kicz :D + Lily Cole <3

Anonimowy pisze...

Ja się wybieram teraz i mam nadzieję iż się nie zawiodę, bo recenzja jest bardzo przekonująca :)

Prześlij komentarz